Agnieszka Wernik

adwokat

Jestem adwokatem, członkiem Izby Adwokackiej w Warszawie. Reprezentuję w postępowaniach karnych osoby zniesławione i znieważone. Specjalizuję się również w sprawach z zakresu prawa cywilnego, ze szczególnym uwzględnieniem spraw o ochronę dóbr osobistych, w tym dobrego imienia. Pomagam osobom poszkodowanym uzyskać odszkodowanie i zadośćuczynienie w postępowaniach cywilnych związanych ze szkodą na osobie m.in. z tytułu naruszenia dóbr osobistych, wypadków komunikacyjnych i błędów medycznych.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Pozew za smog?

Agnieszka Wernik17 grudnia 2018Komentarze (0)

Są sprawy w które warto się angażować, nie tylko dla swojego własnego dobra, ale dla dobra ogółu. Mam tu oczywiście na myśli walkę z przekroczeniem norm jakości powietrza, w tym znacznym przekroczeniem norm w zakresie m.in. stężenia pyłów PM 10 i PM 2,5, dwutlenku siarki, tlenku węgla, benzo(a)piranu i ozonu. Smog to zjawisko znane mieszkańcom większych miast i towarzyszące im na co dzień. Wystarczy wyjrzeć przez okno czy udać się na krótki spacer, by wiedzieć, że najlepszą opcją spędzenia wolnego czasu jest … pozostanie w domu i zainwestowanie w oczyszczacz powietrza.

O problemie znacznego zanieczyszczenia powietrza mówi się coraz więcej i głośniej. Działania władz mające na celu poprawę jakości  powietrza są jednak mało efektywne, żeby nie powiedzieć żadne. Sprowadzają się w zasadzie do informowania społeczeństwa o przekroczeniu norm jakości powietrza i apelach o pozostanie w domach w dni, gdy wskaźniki pokazują wyjątkowo wysokie zanieczyszczenie.

pozew smogNic dziwnego, że część społeczeństwa postawiła na aktywną walkę o czyste powietrze i ruszyła do sądów. Nie po to nawet aby uzyskać korzyści materialne związane z zamieszkaniem na terenach szczególnie zanieczyszczonych, ale głównie po to, by zwrócić uwagę na nasilający się problem smogu. Celem jest  zmuszenie władz publicznych do natychmiastowej i efektywnej reakcji na ten nasilający się  problem.

Pozew za smog

Pierwszą osobą, która podjęła się walki ze smogiem był mieszkaniec Rybnika, pan Oliwer Palarz, który pozwał Skarb Państwa z tytułu naruszenia dóbr osobistych. Wskazywał m.in., że prawo do życia w czystym środowisku stanowi dobro osobiste, które w wyniku zaniechań władz publicznych jest systematycznie naruszane. Wystąpił o zasądzenie zadośćuczynienia w wysokości 50 tys. zł. Wskazywał na cierpienia psychiczne związane z zanieczyszczeniem, w tym głęboką frustrację, wściekłość i obawy o zdrowie i życie rodziny, brak możliwości uprawiania sportu, przewietrzenia mieszkania, wyjścia na spacer, konieczność ciągłego korzystania z oczyszczacza powietrza.

Należy przy tym mieć na względzie, że powodowi przyszło mieszkać w wyjątkowo zanieczyszczonej aglomeracji. W Rybniku w latach 2014 – 2015 poziom pyłu PM10 przekroczony był przez blisko 1/3 roku. Wyjątkowo źle było w lutym 2015 r., gdy dobowe normy były przekroczone codziennie przez 24 dni.

Wyrokiem z 30 maja 2018 r. Sąd Rejonowy w Rybniku oddalił powództwo O. Palarza. Uznał bowiem, że choć powietrze w Rybniku faktycznie jest zanieczyszczone, nie należy wywodzić z tego faktu naruszenia dobra osobistego w postaci zdrowia. Przyjął jednocześnie, że prawa do życia w czystym środowisku w ogóle nie można uznać za dobro osobiste.

Czy słusznie?

Prawo do korzystania z czystego środowiska jako dobro osobiste

pozew za smogMożna w tej sprawie dyskutować, jednakże w mojej ocenie prawo do korzystania z czystego środowiska jest dobrem osobistym i jako takie powinno podlegać ochronie. O tym czy dane dobro osobiste naruszono decyduje nie subiektywne przekonanie poszkodowanego, ale społeczna ocena danego zachowania. Mówiąc wprost – o tym czy pewien stan rzeczy jest dobrem osobistym nie decyduje prawnicza praktyka, ale nadanie mu charakteru szczególnej wartości przez ogół społeczeństwa. Katalog dóbr osobistych ma charakter otwarty. Warto podkreślić, że wraz z rozwojem cywilizacji stany rzeczy, które wcześniej nie były traktowane jako szczególnie cenne, zyskują w ocenie społeczeństwa status wartości zasługujących na szczególną ochronę. Tak też dzieje się w przypadku czystego powietrza.

Obiektywne naruszenie dobra osobistego

Czy każdy może pozwać Skarb Państwa za smog? Teoretycznie tak, jednakże zasadne powinny być tylko te powództwa, gdy ingerencja w dobro osobiste w postaci prawa do korzystania z czystego środowiska, jest szczególnie intensywna. Wszyscy żyjemy w środowisku, które w mniejszym lub większym stopniu jest zanieczyszczone. Wiadomo jednak, że zanieczyszczenie powietrza w dużych aglomeracjach jest nieporównywalnie większe niż w pojedynczych miasteczkach czy wsiach.

W świadomości ogółu ludności zanieczyszczenie powietrza to norma z którą żyjemy od lat i na ogół ją akceptujemy. Problem zaczyna się wtedy, gdy to zanieczyszczenie przybiera rozmiary nieakceptowalne, utrudniając czy nawet uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Jeżeli mieszkańcy miasta oddychają powietrzem, którego normy przekroczone są kilkunastokrotnie, a przez jedną trzecią roku w zasadzie nie powinni wychodzić na zewnątrz, to uznać należy że ich prawo do życia w czystym środowisku jest naruszane w sposób rażący. Powszechnie akceptowana miara takiego stanu rzeczy została przekroczona.

Sprawa Grzegorza Palarza została przekazana wraz z apelacją do rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Gliwicach. Jako, że jest to sprawa precedensowa, liczę  na odwagę intelektualną sądu, która jest cechą pożądaną, warunkującą nie tylko rozwój prawa, ale mogąca wpłynąć na życie każdego z nas. Nie można też zapominać o inicjatywie grupy aktorów, którzy również zdecydowali się pozwać Skarb Państwa i miasto z tytułu naruszenia dóbr osobistych.

Coraz więcej osób zmęczonych codziennym sprawdzaniem norm jakości powietrza, niejako uwięzieniem we własnym domu i obawą o zdrowie swoje i swojej rodziny, rozważa wniesienie stosownego pozwu. Jeżeli stan powietrza znacząco się nie poprawi, w najbliższym czasie można spodziewać się setek pozwów przeciwko Skarbowi Państwa i władzom samorządowym.

*****

Zobacz także:

Odpowiedzialność administratora strony internetowej

Pozew o zniesławienie

Im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie

Jestem głęboko przekonana o tym, że nie ma osoby, która zna się na wszystkim. Nie ma lekarza, który wyleczy każde schorzenie i nie ma prawnika, który świetnie poprowadzi każdą sprawę, od podatków po błędy medyczne.

Prawnicy stawiają więc na specjalizacje. Wiedza to jedno, ale równie ważne, jeśli nie najważniejsze, jest praktyka i doświadczenie. Dziś chciałabym polecić kilku autorów blogów prawniczych, którzy:

  1. specjalizują się w danej tematyce
  2. posiadają dogłębną wiedzę, ale również doświadczenie i praktykę w sprawach opisywanych na swoich blogach
  3. piszą przystępnie i ciekawie, językiem dostosowanym do odbiorcy, który nie jest prawnikiem
  4. są ludźmi kontaktowymi i niezwykle sympatycznymi, których w większości poznałam osobiście 🙂

Jeśli masz chwilę, zajrzyj, ja czytam często z dużym zainteresowaniem:

  1. Blog Radcy Prawnego Marty Kopeć:  Jak zwolnić pracownika
  2. Blog Radcy Prawnego Anety Kułakowskiej:  Zarząd w spółce z o.o.
  3. Blog Adwokat Karoliny Sawickiej: Blog o prawie fotografii
  4. Blog Radcy Prawnego Jolanty Budzowskiej: Błąd lekarza
  5. Blog Adwokata Mikołaja Ostrowskiego: Prawo w salonie urody

Ciekawy jest też serwis www.lexmonitor.pl, który gromadzi wpisy pojawiające się na blogach prawniczych. Tam też łatwo znaleźć blogi prawnicze o takiej tematyce, która szczególnie Cię interesuje.

Internet to medium, które powinno być przyjazne społeczeństwu informatycznemu, a nie być wykorzystywane do działań mających na celu zniesławianie i naruszanie dóbr osobistych osób trzecich. Taka jest oczywiście teoria. W praktyce bywa różnie, o czym przekonał się niedawno były detektyw Krzysztof Rutkowski. Od kilku dni Internet “żyje” sprawą prywatnych wiadomości sms, które upubliczniła Dominika Zasiewska, twierdząc, że jest to korespondencja, którą prowadziła z K. Rutkowskim. Zdaje się, że chciała w ten sposób udowodnić, że łączyła ją z byłym detektywem intymna relacja. Skutek osiągnęła, zakładając oczywiście, że korespondencja nie została spreparowana.

Pytanie natomiast, czy jej działanie było zgodne z prawem? Czy może pozostać bez konsekwencji, zakładając oczywiście, że kobieta nie miała zgody byłego partnera na publikację? Dyskutować można oczywiście o kwestiach etycznych takiego zachowania, jego przyczynach itp. Nie można jednak zapominać w tej sytuacji o dobrach osobistych zainteresowanego, a w szczególności o jego prawie do prywatności.

Informacje intymne – ujawnienie

informacje intymnePrawo do prywatności jest bowiem jednym z dóbr osobistych, pozostających pod ochroną prawa cywilnego. Najogólniej mówiąc obejmuje ono takie przeżycia czy wydarzenia z życia osobistego, które osoba której dotyczą chce zachować tylko dla siebie lub podzielić się nimi jedynie z najbliższymi. Obejmuje więc wszelkie informacje dotyczące intymnej, wewnętrznej sfery przeżyć, a więc np. dane dotyczące życia seksualnego, stanu zdrowia, wydarzeń z przeszłości.

Upubliczniona przez p. Zasiewską korespondencja bez wątpienia ma charakter prywatny i intymny. Zawiera wyznania miłości, opisy intymnych sytuacji, relacjonuje sposób spędzania wolnego czasu.

Należy w tej sytuacji wskazać, co nie dla wszystkich jest jasne, że publikacja takiej prywatnej korespondencji, w szczególności zawierającej informacje intymne, jest bezprawna, tym bardziej jeśli ma na celu zdyskredytowanie osoby, której dotyczy.  Skutki takiej publikacji są łatwe do przewidzenia. Nie potrzeba korzystać z opinii biegłego aby wiedzieć, że może prowadzić do ośmieszenia i publicznego upokorzenia zainteresowanego.

Efektem może być też zmiana postrzegania poszkodowanego w bliższym i dalszym środowisku, utrata kontaktów biznesowych, towarzyskich. Nie pozostaje bez znaczenia fakt, że poszkodowany zwykle staje się w takiej sytuacji obiektem niewybrednych żartów, spotyka się z nieprzyjemnymi komentarzami, złośliwymi uwagami, drwinami. To zaś z kolei może przełożyć się na jego dyskomfort psychiczny.

Uważam też, że nie ma znaczenia z jakich przyczyn doszło do upublicznienia tego typu korespondencji. Żadne okoliczności nie usprawiedliwiają bowiem wtargnięcia w sferę życia intymnego danej osoby. Tym bardziej jeżeli w zamierzeniu sprawcy, podjęte działania zmierzały w istocie do ośmieszenia, napiętnowania i pognębienia poszkodowanego.

Usunięcie skutków naruszenia

Pytanie, co można w tej sytuacji zrobić? Żądać można oczywiście usunięcia wpisów, publicznych przeprosin, zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Faktem jest jednak, że żadne działania nie przywrócą w pełni stanu poprzedniego, tj. stanu sprzed naruszenia. Zwykle też nie jest możliwe całkowite wynagrodzenie za pomocą środków pieniężnych doznanych cierpień psychicznych. Niemniej  zastosowane przez sąd środki mogą  złagodzić następstwa naruszenia, dać pewną satysfakcję, ułatwić powrót do równowagi emocjonalnej, co też jest w takiej sytuacji istotne.

Muszę też wspomnieć, że często spotykam się ze stanowiskiem, że otrzymaną korespondencję można bezkarnie publikować. Jeśli bowiem jesteśmy adresatem tej korespondencji staje się ona naszą “własnością” i możemy z nią robić co chcemy. Zgadza się, ale tylko do momentu gdy ta korespondencja nie wkracza np. w sferę prawa do prywatności danej osoby. Dobra osobiste mają to do siebie, że wzajemnie się dopełniają. Dane zachowanie nie musi naruszać tajemnicy korespondencji ale jednocześnie może stanowić naruszenie prawa do prywatności. To istotne i nie można o tym zapominać.

Na zakończenie dodam tylko, że również na gruncie Prawa prasowego uregulowana jest kwestia publikowania informacji dotyczących sfery życia prywatnego, o czym już pisałam na blogu.

*****

Zobacz także artykuły:

Wysokość zadośćuczynienia za publikowanie informacji intymnych

Pozew o zniesławienie

Im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie

Zniesławienie a zniewaga

Agnieszka Wernik20 listopada 2018Komentarze (0)

Czym się różni zniesławienie od zniewagi? Czy w ogóle czymś się różni? W języku potocznym zamiennie używamy pojęcia zniesławienia i znieważenia. Czy słusznie? Nie do końca, aczkolwiek faktem jest, że zarówno przestępstwo zniesławienia z art. 212 k.k., jak też przestępstwo zniewagi z art 216 k.k. uderzają w dobro, jakim jest szeroko pojęta cześć człowieka. Różnice między nimi są jednak istotne, co postaram się obrazowo przedstawić poniżej.

Zniesławienie a zniewaga – różnicezniesławienie a zniewaga

 

Zniesławienie

  1. polega na pomówieniu innej osoby o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu, rodzaju działalności. Zniesławieniem może więc być np. powiedzenie o kimś, że jest alkoholikiem, złodziejem, stosuje mobbing, jest skorumpowany, nadużywa zajmowanego stanowiska dla własnych korzyści;
  2. przedmiotem ochrony jest tu dobre imię, opinia jaką mamy “na zewnątrz” w danym środowisku, w oczach innych ludzi, a więc tzw. cześć zewnętrzna;
  3. zniesławienie polega na podnoszeniu lub rozgłaszaniu zarzutów;
  4. zniesławić można zarówno osobę fizyczną, jak też osobę prawną, grupę osób, jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej;
  5. zniesławienie ma zwykle postać zwerbalizowaną. Może być dokonane przez wypowiedź słowną, jak też w formie tekstu pisanego lub drukowanego;
  6. zniesławienie musi być dokonane wobec osoby trzeciej tj. innej niż pokrzywdzony. (Przykład: jeśli zakładamy, że Kowalski jest przedsiębiorcą, to nie będzie zniesławieniem sytuacja gdy Nowak wprost zarzuci Kowalskiemu, że  jest nieuczciwy, nie płaci pracownikom wynagrodzeń i jest najzwyklejszym złodziejem, a do tego alkoholikiem. O zniesławieniu możemy mówić tylko wówczas, gdy Nowak podniesie ww. zarzuty dotyczące Kowalskiego w rozmowie z Kwiatkowskim, który np. pozostaje w relacjach gospodarczych z Kowalskim);
  7. zniesławiające zarzuty podlegają weryfikacji pod kątem prawdy lub fałszu.  Oznacza to konieczność zbadania, czy podnoszony zarzut jest zgodny z obiektywną rzeczywistością. Ważne! Obowiązek wykazania prawdziwości zarzutu spoczywa na osobie oskarżonej o przestępstwo zniesławienia (tzw. odwrócony ciężar dowodu).

Zniewaga

  1. polega na zachowaniu, które można określić jako obraźliwe. Najczęściej jest to użycie słów wulgarnych, obelżywych, ośmieszających (np. powiedzeniu o kimś, że jest idiotą, łajdakiem, bałwanem itp.);
  2. przedmiotem ochrony jest godność osobista tzw. cześć wewnętrzna. Należy to rozumieć jako przeświadczenie każdej osoby o swojej własnej wartości;
  3. zniewaga nie musi zawierać w swej treści zarzutów;
  4. znieważyć można tylko osobę fizyczną, a więc  konkretnego człowieka;
  5. zniewaga zwykle ma formę wypowiedzi słownej, ale może być też wyrażona na piśmie, w formie gestu, karykatury (katalog form sprawczych jest szerszy niż w przypadku zniesławienia)
  6. zniewaga musi być skierowana albo bezpośrednio do pokrzywdzonego w jego obecności, albo pod nieobecność pokrzywdzonego lecz publicznie. Może też być wypowiedziana niepublicznie, ale w zamiarze aby dotarła do pokrzywdzonego;
  7. niemożliwe jest przeprowadzenie dowodu prawdziwości zniewagi. Jest to bowiem zwykle określenie abstrakcyjne, które w zamierzeniu sprawcy ma obrazić osobę, do której zniewaga jest kierowana. W sprawie o zniewagę oskarżony nie może powoływać się więc skutecznie na to, że obraźliwe określenia odpowiadały prawdzie ani też na to, że działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu.

Zniesławienie a zniewaga – cechy wspólnezniewaga a zniesławienie

  1. zarówno przestępstwo zniewagi jak i zniesławienia to przestępstwa prywatnoskargowe. Zainicjowanie postępowania następuje w wyniku złożenia przez pokrzywdzonego prywatnego aktu oskarżenia;
  2. opłata od prywatnego aktu oskarżenia w obu przypadkach wynosi 300 zł;
  3. skierowanie prywatnego aktu oskarżenia o zniewagę lub zniesławienie, nie wyłącza możliwości dochodzenia  roszczeń o naruszenie dóbr osobistych  na drodze postępowania cywilnego.
  4. oba przestępstwa należą do grupy przestępstw formalnych.  Dla ich zaistnienia nie jest konieczne wystąpienie skutku w postaci utraty  zaufania lub poniżenia kogoś w opinii publicznej. Wystarczy, że zachowanie sprawcy mogło takie skutki wywołać;
  5. przestępstwa zniesławienia i zniewagi można popełnić jedynie umyślnie
  6. oba występki są przestępstwami powszechnymi – każdy może je więc popełnić

Mam nadzieję, że różnice pomiędzy przestępstwem zniesławienia a zniewagą po lekturze artykułu są nieco bardziej jasne i widoczne. Oczywiście teoria ma się często nijak do praktyki. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, gdy bardzo trudno odróżnić zniesławienie od zniewagi. Nieraz również konieczne jest zastosowanie kumulatywnej kwalifikacji prawnej. To już jednak temat na kolejny wpis 🙂

*****

Zobacz także:

Pozew o zniesławienie

Zniesławienie – właściwość sądu

Zniesławienie – jak się bronić?

Anonimowość jaką daje Internet często prowokuje internautów do wypowiedzi, które przeradzają się w tzw. mowę nienawiści, czy jak się popularnie mówi, w hejt. Takie nienawistne wypowiedzi przybierają często formę komentarzy, które dodawane są przez ich autorów pod artykułami publikowanymi w prasie internetowej.

Osoby obrażane takimi anonimowymi wpisami znajdują się w sytuacji co najmniej trudnej. Oczywiście możliwe jest ustalanie poszczególnych autorów wpisów, wzywanie ich do usunięcia komentarzy, pociągnięcie do odpowiedzialności. Droga taka byłaby  jednak długotrwała i w wielu przypadkach nieefektywna. Jeżeli bowiem obraźliwych wpisów są dziesiątki czy setki, trudno wymagać od osoby poszkodowanej aby podejmowała indywidualne działania w stosunku do poszczególnych autorów komentarzy.

Odpowiedzialność administratora strony za nienawistne wpisy

odpowiedzialność administratora strony

Ważne więc aby mieć świadomość, że nie tylko osoba publikująca nienawistne treści będzie ponosiła za nie odpowiedzialność. Odpowiedzialność poniesienie bowiem również podmiot, który przyczynia się do naruszenia dóbr osobistych poszkodowanego.  Może nim zaś być firma świadcząca tzw. usługi hostingowe, a mówiąc prościej –  administrator portalu internetowego.

Sytuacja gdy zamiast autora obelżywego wpisu, pozywamy administratora strony na której wpis ten opublikowano, nie jest więc niczym wyjątkowym.

Pytanie jednak – kiedy administrator będzie odpowiadał z tytułu naruszenia dóbr osobistych? Czy obraźliwe wpisy powinien zablokować sam z siebie? A może czekać na wezwanie? Co się stanie jeśli w ogóle nie zareaguje? Jak rozkłada się ciężar dowodu w takich sprawach?

Kwestie te budziły wiele wątpliwości do czasu wyroku Sądu Najwyższego z 30 września 2016 r., sygn. I CSK 598/15.

Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na art. 14 ust. 1 Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W myśl tego przepisu administrator strony nie ponosi odpowiedzialności, jeśli nie wie o bezprawnym charakterze publikowanych wpisów. W razie zaś otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o ich bezprawnym charakterze, niezwłocznie uniemożliwi do nich dostęp.

Wynika z tego, że aby administrator strony ponosił odpowiedzialność za obelżywe wpisy/komentarze, musi o nich wiedzieć, a mimo to nadal udostępniać je na stronie. Jeżeli zaś administrator uzyskał wiedzę o bezprawnych komentarzach i niezwłocznie uniemożliwił do nich dostęp, to takiej odpowiedzialności nie będzie ponosił.

Niby proste, ale diabeł tkwi w szczegółach 🙂 Należy bowiem zadać sobie pytanie, kiedy administrator dowiedział się o hejterskich wpisach? Od razu po ich publikacji? A może z wezwania, które wysłał mu poszkodowany tymi wpisami? Co jeśli dowie się o ich istnieniu dopiero z pozwu, który złożył poszkodowany i niezwłocznie je usunie?

Skąd administrator wie o bezprawnym charakterze wpisów?

odpowiedzialność administratora

Na te pytania udzielił odpowiedzi Sąd Najwyższy w przywoływanym wyżej wyroku. Wskazał bowiem, że wiedza administratora na temat bezprawnego charakteru wpisów internautów “niekoniecznie musi pochodzić od osób dotkniętych inkryminowanymi komentarzami.  Źródło wiarygodnej informacji jest tutaj prawnie obojętne do tego stopnia, że informacja taka może być również wynikiem własnych spostrzeżeń pracowników bądź przedstawicieli administratora portalu internetowego oraz zastosowanych przez niego środków technicznych.

O tym, że na stronie publikowane są wpisy naruszające dobra osobiste administrator może więc  (i powinien) powziąć wiadomość w zasadzie z każdego źródła. Może to być spostrzeżenie zatrudnionego do tego celu pracownika, zastosowanie programu antyspamowego, wezwanie poszkodowanego.

Co jednak najbardziej istotne, Sąd Najwyższy wskazał, że to na administratorze strony internetowej spoczywa ciężar udowodnienia, że nie wiedział o bezprawnym charakterze komentarzy.

„ (…) w przypadku naruszenia dóbr osobistych wypowiedziami anonimowych internautów zamieszczonych na portalach internetowych, odpowiedzialność administratora należy rozpatrywać na gruncie przepisu art. 24 § 1 k.c. w powiązaniu z przepisem art. 14 ust. 1 u.ś.u.d.e. Dlatego to na stronie pozwanej spoczywał ciężar udowodnienia, że przed doręczeniem jej pozwu nie wiedziała o inkryminowanych komentarzach internautów.”

Moderatorzy i programy filtrujące:

W praktyce administratorowi strony internetowej trudno będzie udowodnić, że nie wiedział o bezprawnych wpisach. Zwykle w regulaminach korzystania z serwisu internetowego znajduje się zapis o prawie do usunięcia obraźliwych komentarzy. W tym celu portale zatrudniają pracowników, którzy ręcznie usuwają obraźliwe komentarze. Dodatkowo administratorzy wykorzystują automatyczne systemy filtrujące i usuwające treści wulgarne czy obsceniczne. Już samo zainstalowanie takiego systemu wskazuje, że administrator strony wie o tym, że osoby zamieszczające komentarze posługują się niejednokrotnie wulgarnym słownictwem, naruszając dobra osobiste osób trzecich.

W sprawie rozpoznawanej przez Sąd Najwyższy ważna też była okoliczność, czy moderatorzy (pracownicy zatrudnieni do usuwania komentarzy) usuwali niektóre z wpisów w wyniku własnych spostrzeżeń, czy też dopiero po zawiadomieniu o treści wpisów przez poszkodowanego. Przyjęcie pierwszej z możliwości potwierdzałoby, że moderatorzy zapoznawali się z tymi wpisami, które nie zostały zablokowane przez system antyspamowy. Wówczas należałoby przyjąć, że administrator wiedział o bezprawnym charakterze wpisów. Druga z opcji wskazywałaby na to, że administrator wcześniej faktycznie nie wiedział o treści wpisów.

Pozwany administrator strony nie był jednak w stanie wykazać kiedy moderatorzy usuwali wpisy. To zaś jego – jak wskazał Sąd Najwyższy – obciążał ciężar udowodnienia, że nie wiedział o bezprawnym charakterze komentarzy.

Sąd Najwyższy przyjął więc odpowiedzialność administratora strony z tytułu naruszenia dóbr osobistych. Nie obalił  on bowiem domniemania bezprawności naruszenia dóbr osobistych powoda.

Podsumowanie

Administratorzy stron internetowych, szczególnie ci którzy zatrudniają moderatorów czy korzystają z programów filtrujących i usuwających wulgarne treści, powinni szczególną uwagę zwracać na hejterskie komentarze. Konieczne jest także niezwłoczne blokowanie do nich dostępu, bez czekania na to, aż pokrzywdzony takimi komentarzami sam się  zgłosi z żądaniem usunięcia wpisów.

Nie jest konieczne wcześniejsze (przed złożeniem pozwu) wystosowanie do administratora żądania zablokowania dostępu do komentarzy naruszających nasze dobra osobiste. Ryzykujemy jednak wówczas tym, że pozwany administrator strony udowodni przed sądem, że faktycznie o tych komentarzach nie wiedział.

Może nie prowadzi automatycznego monitoringu pojawiających się treści? Nie zatrudnia do tego pracowników? Pracownicy usuwają komentarze dopiero po wezwaniu poszkodowanego? Opublikowany artykuł pod którym pojawiły się wulgarne komentarze był jedynym artykułem tego rodzaju, a pod innymi artykułami takie komentarze nie pojawiały się? Tego zwykle nie możemy być pewni. Z ostrożności lepiej wystosować do administratora wezwanie do zablokowania dostępu do komentarzy, co znacznie ułatwi sprawę.

Jeżeli administrator strony mimo otrzymania informacji o bezprawnym charakterze wpisów, nie zablokuje dostępu do nich, naraża się na odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych. Pamiętajmy też o możliwości zainicjowania postępowania zabezpieczającego w celu zablokowania dostępu do publikowanych, bezprawnych treści, jeżeli administrator strony sam odmówi dokonania tej czynności. Trzeba mieć na względzie fakt, że postępowanie sądowe, co nie stanowi tajemnicy, może ciągnąć się miesiącami czy latami. Publikowanie przez cały ten okres wpisów naruszających dobra osobiste, powodowałoby pogłębienie naruszenia tych dóbr.

Komentowany wyrok Sądu Najwyższego jest bardzo istotny w walce w internetowymi hejterami. Jest wyraźnym sygnałem dla administratorów, że muszą liczyć się z odpowiedzialnością za komentarze. Być może spowoduje to większą aktywność administratorów w niezwłocznym  blokowaniu nienawistnych treści. W końcu Internet to medium, które powinno być przyjazne społeczeństwu informatycznemu, a nie być wykorzystywane do działań mających na celu zniesławianie i naruszanie dóbr osobistych osób trzecich, tym bardziej gdy sprawców tych działań trudno ustalić.

*****

Zobacz także inne moje artykuły: