Agnieszka Wernik

adwokat

Jestem adwokatem, członkiem Izby Adwokackiej w Warszawie. Reprezentuję w postępowaniach karnych osoby zniesławione i znieważone. Specjalizuję się również w sprawach z zakresu prawa cywilnego, ze szczególnym uwzględnieniem spraw o ochronę dóbr osobistych, w tym dobrego imienia. Pomagam osobom poszkodowanym uzyskać odszkodowanie i zadośćuczynienie w postępowaniach cywilnych związanych ze szkodą na osobie m.in. z tytułu naruszenia dóbr osobistych, wypadków komunikacyjnych i błędów medycznych.
[Więcej >>>]

Sklep

Zniesławienie to pojęcie, które jest ostatnimi czasy bardzo nadużywane. Nie jest absolutnie tak, że każda negatywna opinia na czyjś temat stanowi od razu zniesławienie.

Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii i do krytykowania innych.

Liczyć się jednak trzeba z tym, że jeśli ta krytyka przekracza dozwolone prawem granice, może nam grozić odpowiedzialność karna za zniesławienie, znieważenie lub cywilna za naruszenie dóbr osobistych.

Jak więc wyrażać opinię na czyjś temat tak, aby było to dla nas bezpieczne, aby nie narażać się z tego tytułu na jakąkolwiek odpowiedzialność, a w szczególności odpowiedzialność karną za zniesławienie?

Wystarczy znać kilka zasad.

zniesławienie

Kiedy mamy do czynienia ze zniesławieniem?

Odpowiedzialność karną za zniesławienie może ponieść ten, kto pomawia inną osobę o takie postępowanie (np. wręczanie łapówek, prowadzenie niemoralnego trybu życia, utrzymywanie kontaktów ze światem przestępczym) lub właściwości (np. alkoholizm, zboczenie płciowe), które może ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Nie ma znaczenia czy zniesławiające treści rzeczywiście wpłynęły na utratę zaufania lub poniżyły kogoś w opinii publicznej. Wystarczy, że mogły takie skutki wywołać.

Czytaj dalej >>>

minister ziobro musi przeprosićCała sprawa zaczęła się od oświadczenia opublikowanego na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości, w którym napisano, że sędzia Justyna Koska – Janusz przy prowadzeniu sprawy dotyczącej Izabelli Ch. (tej która będąc pod wpływem alkoholu, wjechała luksusowym mercedesem w przejście podziemne w samym centrum Warszawy), miała wykazać się „wyjątkową nieudolnością” i zupełnie „nie radzić sobie z prowadzeniem głośnej, choć prostej sprawy.”

Sędzia Koska – Janusz za naruszenie jej dóbr osobistych m.in. dobrego imienia i dobrej opinii, domagała się przeprosin i zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 10 tys. zł. na cel społeczny.

Zapewne zastanawiasz się jak wygląda postępowanie sądowe w takiej sprawie. Otóż tak jak w każdej innej! Sędzia jako powódka powinna wykazać, że doszło do naruszenia jej dóbr osobistych wskazanych w pozwie. Pozwany Skarb Państwa reprezentowany przez MS, chcąc zwolnić się od odpowiedzialności, powinien z kolei wykazać, że naruszenie to nie było bezprawne, a więc np., że podane w oświadczeniu o skróceniu delegacji sędzi informacje były prawdziwe i zostały podniesione w społecznie uzasadnionym celu.

Skoro Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że doszło do bezprawnego naruszenia dóbr osobistych sędzi, należy wnosić, że sędzia Koska – Janusz – w przeciwieństwie do pozwanego –  sprostała wymogom, które jej dotyczyły. Sąd nakazał więc opublikowanie na stronie MS przeprosin, które mają być widoczne przez 21 dni. Ze strony MS ma także zniknąć oświadczenie w sprawie skrócenia delegacji sędzi do Sądu Okręgowego w Warszawie. Sąd natomiast oddalił powództwo w części dotyczącej roszczenia majątkowego.

Wyrok jest nieprawomocny i MS już zapowiedziało złożenie apelacji.

Sąd uniemożliwił zapoznanie się z aktami, które ilustrowały błędy popełnione przez sędzię. Sąd wydał również wyrok bez przesłuchania Ministra i oceny jego argumentów, a zgodnie z rzymską prawną zasadą rozstrzygnięcie powinno zapaść po wysłuchaniu obu stron sporu.”  – czytamy na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zaznaczam, że nie znam akt sprawy, jednak chciałabym bliżej przyjrzeć się ww. oświadczeniu i spróbować odpowiedzieć na pytanie jakie to błędy według MS popełnił Sąd Okręgowy przy rozpoznawaniu sprawy.

Z przytoczonego oświadczenia można wywnioskować, że:

  1. Sąd nie przeprowadził dowodu z dokumentów znajdujących się w aktach sprawy dotyczącej Izabelli Ch.,
  2. Sąd nie przesłuchał Ministra Z. Ziobry,

Inicjatywa dowodowa w sprawie o naruszenie dóbr osobistych nie należy do sądu, tylko do stron

Proces cywilny rządzi się pewnymi prawami. Kto ich nie zna może ponieść konsekwencje. Sąd przeprowadza dowody z urzędu jedynie wyjątkowo. Obowiązuje bowiem zasada kontradyktoryjności, która oznacza ni mniej ni więcej tyle, że to strony są obowiązane wskazywać dowody dla stwierdzenia faktów, z których wywodzą skutki prawne.

Jeśli więc nie złożyłeś wniosku dowodowego np. o przeprowadzenie dowodu z dokumentów znajdujących się w aktach innej sprawy, trudno, sąd nie zrobi tego za Ciebie. Poniesiesz negatywne konsekwencje swojej bezczynności. Po prostu nie udowodnisz tego, co chcesz, czy powinieneś udowodnić.

Wnioski dowodowe w sprawie o naruszenie dóbr osobistych należy składać jak najwcześniej

Pozwany już w odpowiedzi na pozew powinien złożyć wszelkie wnioski dowodowe. Jeśli tego nie uczyni sąd może uznać, że wniosek dowodowy złożony na późniejszym etapie postępowania jest spóźniony. Wtedy wniosek taki pominie i nie przeprowadzi dowodu na którym Ci zależy.

„Sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, że nie zgłosiła ich w pozwie, odpowiedzi na pozew lub dalszym piśmie przygotowawczym bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności”

Jeżeli więc wniosek o przeprowadzenie dowodu z dokumentów znajdujących się w aktach sprawy dotyczącej Izabelli Ch. nie został w ogóle złożony lub  został złożony za późno, sąd mógł takiego dowodu nie przeprowadzić.

Przeprowadzenie dowodu z przesłuchania stron ma charakter pomocniczy

Odnośnie zaś zarzutu sformułowanego w oświadczeniu MS, jakoby sąd zaniechał przesłuchania Ministra, tu również zamiast skupiać się na „rzymskich prawnych zasadach”, raczej należałoby wczytać się w przepisy Kodeksu postępowania cywilnego w tej kwestii.

Otóż dowód z przesłuchania stron ma charakter jedynie pomocniczy. Sąd powinien przesłuchać strony tylko w sytuacji, gdy po wyczerpaniu środków dowodowych pozostały niewyjaśnione fakty istotne dla rozstrzygnięcia sprawy. Nie w każdej więc sprawie sąd będzie przesłuchiwał strony.

Dowód z przesłuchania stron ma więc służyć temu aby wyjaśnić te okoliczności, które nie zostały jeszcze wyjaśnione w toku postępowania dowodowego.

Co się dzieje gdy strona nie stawia się na wezwanie sądu?

MS zarzuca, że sąd wydał wyrok bez przesłuchania Ministra. Trudno powiedzieć, czy sąd w ogóle przesłuchiwał strony. Jeśli tak, z pewnością wezwał Ministra do stawienia się w określonym terminie na rozprawie.

Może zastanawiasz się co się dzieje, gdy strona mimo iż jest prawidłowo wezwana, nie stawia się na rozprawę  bez usprawiedliwienia?

Należy zaznaczyć, że nie ma tu rygoru obowiązkowego stawiennictwa, jak ma to miejsce w przypadku np. przesłuchania świadka. Jeśli więc strona nie stawi się na rozprawie bez usprawiedliwienia, sąd może po prostu pominąć taki dowód. Słowem sąd nie będzie odraczał rozprawy i wzywał strony na kolejny termin. Nie musi tego robić.

Pominięcie dowodu z przesłuchania strony, która nie stawiła się na wezwanie sądu może więc skutkować tym, że sąd według swojego uznania, na podstawie zebranego materiału dowodowego wyda orzeczenie. Strona która nie może stawić się na termin powinna więc np.  złożyć pismo procesowe, wraz z wnioskiem o odroczenie rozprawy i szczegółowo uzasadnić przyczyny swojej nieobecności. Jeśli nieobecność wynika z przyczyn natury zdrowotnej, powinna przedstawić zaświadczenie od lekarza sądowego.

Ciekawa jestem jak sprawa z powództwa sędzi Justyny Koski – Janusz dalej się potoczy. Niewykluczone, że jeszcze do niej wrócę.

Na koniec, abstrahując już od powyższego, należy wyraźnie zaznaczyć, że jeśli strona przyjmuje bierną postawę w procesie cywilnym, nie stawia się na wezwania sądu bez należytego usprawiedliwienia, ryzykuje niekorzystnym dla niej rozstrzygnięciem. Podobnie w przypadku jeśli nie wykazuje inicjatywy dowodowej lub wnioski dowodowe składa w niewłaściwych terminach. Pamiętaj więc, że bez Twojego aktywnego udziału w postępowaniu o naruszenie dóbr osobistych, sprawa może przybrać niekorzystny obrót, a konsekwencje Twojej biernej postawy mogą być dolegliwe i trudne do naprawienia.

*****

Zobacz także:

Czym są dobra osobiste

naruszenie dóbr osobistychDziś z okazji zbliżających się Świąt historia nieco humorystyczna, ale prawdziwa! Czyli co ma wspólnego mucha w serze i naruszenie dóbr osobistych.

A było to tak:

Pewne małżeństwo, nazwijmy ich Monika i Dariusz, bardzo lubiło pewien konkretny rodzaj sera, dostępnego powszechnie w supermarketach. Kupowali ten ser regularnie od dwóch lat. Tamtego dnia zakupili jak zwykle ulubiony ser. Po pokrojeniu go na plasterki, dostrzegli jakąś ciemną plamę, która okazała się być muchą domową.

Widok owada w serze spowodował u obojga małżonków zniesmaczenie i obrzydzenie. Trudno się temu dziwić, jednakże sprawa nie skończyła się na wyrzuceniu felernego produktu do kosza. O nie! Pan Dariusz sporządził dokumentację fotograficzną sera, zamroził produkt, a następnie oddał do sanepidu, gdzie ser poddano analizie. Zawiadomił również producenta sera o incydencie. Producent przeprosił za zaistniałą sytuację i zapewnił, że proces produkcji sera znajduje się pod stałą kontrolą. Małżonkowie Monika i Dariusz uznali, że problem został zbagatelizowany.

Wystąpili  do sądu z pozwem o ochronę dóbr osobistych. Uznali, że doszło do naruszenie ich dóbr osobistych w postaci zdrowia i godności. Zażądali w związku z tym zadośćuczynienia w kwocie 80 tys. zł. Twierdzili, że doznali rozstroju zdrowia na skutek świadomości, że w spożywanym przez nich od kilku lat serze, mogły znajdować się zanieczyszczenia i insekty.

Sąd Okręgowy nie podzielił ich stanowiska i powództwo oddalił. Wskazał, że po pierwsze powodowie nie wykazali, aby mucha dostała się do sera w trakcie procesu produkcji. Po drugie powodowie nie zadbali aby zanieczyszczony produkt zachować dla celów dowodowych (ser został zniszczony po analizie przeprowadzonej w sanepidzie). Przede wszystkim jednak sąd uznał, że widok muchy w serze nie mógł wywołać u powodów tak daleko idących skutków, które można by było zakwalifikować jako rozstrój zdrowia.

Naruszenie dóbr osobistych to coś więcej niż przykrość małej wagi

Trochę inne zapatrywanie na sprawę miał Sąd Apelacyjny. Uznał bowiem, że nie można wymagać od powodów aby dowiedli w sposób pewny, że owad dostał się do sera w trakcie procesu produkcji. Mimo to oddalił apelację. Uznał bowiem, że naruszenie dóbr osobistych to coś więcej niż samo uczucie odrazy, obrzydzenia.

Słowem, nie dochodzi do naruszenia dóbr osobistych, gdy „wyrządzona drugiemu przykrość (dolegliwość) jest – wedle przeciętnych ocen przyjmowanych w społeczeństwie – przykrością (dolegliwością) małej wagi, nie przekracza więc progu, od którego liczyć się już będzie naruszenie dobra osobistego.”

Dalej sąd zauważył, że „w życiu codziennym dochodzi do wielu interakcji, na rozmaitych płaszczyznach, które wiążą się z pewnym poziomem dolegliwości, a które nie muszą koniecznie być indywidualnie przez każdego akceptowane. Jednakże dostrzegając ten próg dolegliwości, aby móc mówić o ochronie cywilnoprawnej, należy zobiektywizować ludzkie oceny i ich odczucia, bowiem w innym przypadku należałoby uwzględniać każdą subiektywnie pojmowaną krzywdę.”

Naruszenie dóbr osobistych  musi zaistnieć obiektywnie

A mówiąc bardziej „po ludzku” sąd przyznał, że małżonkowie Monika i Dariusz mogli rzeczywiście doznać intensywnych i przykrych uczuć na widok muchy zatopionej w serze. Były to jednak ich subiektywne uczucia. Aby zaś mówić o naruszeniu dóbr osobistych, naruszenie to musi być obiektywne. Należy więc zastanowić się jaką normalną reakcję wywołuje widok muchy w serze?

Niewątpliwie byłoby to uczucie wstrętu, niechęci, pewnie i oburzenia” pisze Sąd Apelacyjny. Nie można tu jednak mówić o wywołaniu rozstroju zdrowia, czy naruszeniu godności.  Reakcja powodów „zdecydowanie wykracza poza odczucia przeciętnego konsumenta.”

Z tych względów nie można było uznać, iż doszło do naruszenia dóbr osobistych powodów. Użycie instrumentów służących ochronie dóbr osobistych byłoby nadużyciem, szczególnie, że mamy tu do czynienia z przypadkiem drobnym, incydentalnym, dotyczący wyłącznie subiektywnych przeżyć małżonków, uznał sąd. We wszystkim należy zachować umiar i proporcję!

Reasumując, jeśli znajdziemy muchę w serze, nie przesadzajmy. Z muchą zdecydowanie nie warto iść do sądu 🙂

A dla zainteresowanych – wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi, sygn. akt I ACa 29/15.

 

„Ta zniewaga krwi wymaga” pisał Aleksander Fredro w Zemście. Dziś zniewaga może nie wymaga krwi ani pojedynku o świcie, jest jednak przestępstwem, za które można ponieść odpowiedzialność karną. Jest całkiem prawdopodobne, że byłeś świadkiem znieważenia, a może sam padłeś ofiarą tego przestępstwa, tak jak moja znajoma Karolina (imię zmienione).

O Karolinie z pewnością nie można powiedzieć, że jest „mistrzem kierownicy”, ale całkiem nieźle daje sobie radę na drodze. Jeździ powolutku, spokojnie, zachowawczo, zgodnie z przepisami. Tamtego styczniowego ranka jechała do pracy. Dzień był pochmurny, padało, na ulicach tłoczno i ślisko. Pech chciał, że kierowca samochodu jadącego przed nią nagle gwałtownie zahamował. Ona też zaczęła hamować, jednak było za późno. Wjechała w tył mercedesa, uszkadzając mu delikatnie zderzak. W tym momencie z mercedesa wyskoczył (bo inaczej tego nie można ująć) młody człowiek. Podbiegł do samochodu Karoliny, otworzył drzwi od strony kierowcy i zaczął soczyście i bez wstępów wykrzykiwać słowa, które można jedynie określić jako obelżywe, obraźliwe i naruszające godność każdego, do którego byłyby skierowane.

Nie będę tu przytaczała ich dosłownego brzmienia, bo nie wypada. Powiem tylko, że „idiotka”, „kretynka” i „głupia baba za kierownicą” były najdelikatniejszymi z nich wszystkich. Kiedy kierowca przejeżdżającego obok samochodu widząc co się dzieje zatrzymał się i poprosił pana grzecznie by był łaskawy się uspokoić, kierowca mercedesa pokazał mu środkowy palec i niezrażony kontynuował swoją wypowiedź pod adresem przerażonej dziewczyny.

Nie miał jednak szczęścia. Znajoma jeździ bowiem z kamerą samochodową, całe zdarzenie się nagrało i koniec końców pan został skazany za znieważenie. Niestety nie wiem, czy nauczyło go to trzymania nerwów na wodzy i kultury.

Czym więc jest zniewaga?

Jest to zachowanie polegające na okazaniu drugiemu człowiekowi pogardy, ubliżeniu mu, poniżeniu, uwłaczaniu czci. Znieważające zachowanie nie musi polegać na ubliżeniu słownym, wulgaryzmach. To może być także gest, znak, rysunek (np. karykatura), a nawet nieprzyzwoita propozycja. Jest to więc przestępstwo wymierzone w godność człowieka. Nieważne przy tym jaka jest Twoja płeć, wiek, pochodzenie, status społeczny, przynależność rasowa, stan zdrowia, w tym zdrowia psychicznego. Znieważyć można każdego. Pokrzywdzonym tym czynem może być także dziecko, gdyż nie ma znaczenia to, czy pokrzywdzony ma zdolność do odczucia zniewagi ani nawet to, czy poczuł się dotknięty.

Przestępstwo zniewagi można popełnić jedynie poprzez działanie. Musi to być jednak takie działanie, które wykracza poza „zwykły” brak kultury czy lekceważenie. Nie znieważy Cię więc osoba, która nie odpowie na Twoje „dzień dobry”, nie poda Ci ręki.

Sprawca musi działać umyślnie, intencjonalnie, a więc chcieć znieważyć albo co najmniej godzić się z tym, że jego zachowanie może naruszyć godność innej osoby.

Zachowania znieważające to takie, które w odbiorze społecznym uchodzą za obelżywe, przy czym znieważyć można tylko osobę fizyczną. Wykluczona jest odpowiedzialność karna za znieważenie np. spółki, firmy czy jednostki organizacyjnej.

W jakich sytuacjach sprawca dopuszcza się zniewagi?

Są trzy sytuacje, w których można się dopuścić zniewagi. Może więc ona nastąpić:

  1. w obecności pokrzywdzonego (tak zwana zniewaga bezpośrednia)
  2. pod nieobecność pokrzywdzonego, ale publicznie (np. na zebraniu)
  3. pod nieobecność pokrzywdzonego, ale w zamiarze aby zniewaga do niego dotarła (czyli niepublicznie i pod nieobecność pokrzywdzonego, ale w zamiarze aby zniewaga do niego dotarła)

Odpowiedzialność karna

Za znieważenie Kodeks karny przewiduje karę grzywny albo ograniczenia wolności.

Jeżeli jednak znieważenia dokonuje się za pomocą środków masowego komunikowania, czyli np. przez internet, takie zachowanie zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku.

Ponadto w razie skazania, sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, PCK, czy na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

Uważaj jednak, bo jeśli zostałeś znieważony, ale zachowanie to sprowokowałeś (np. poprzez słowne zaczepki, prowokacyjne i głośne słuchanie muzyki) albo na zniewagę odpowiedziałeś zniewagą wzajemną lub naruszeniem nietykalności cielesnej, sąd może odstąpić od wymierzenia kary sprawcy.

Prywatny akt oskarżenia

Przestępstwo zniewagi ścigane jest w trybie prywatnoskargowym. Oznacza to tyle, że pokrzywdzony sam wnosi akt oskarżenia do sądu i popiera oskarżenie. Może oczywiście być reprezentowany przez pełnomocnika będącego np. adwokatem.

Miej jednak na względzie przedawnienie i nie zwlekaj, jeśli już zdecydowałeś się na wniesienie prywatnego aktu oskarżenia. Karalność przestępstwa ściganego z oskarżenia prywatnego ustaje bowiem z upływem roku od czasu, gdy pokrzywdzony dowiedział się o osobie sprawcy przestępstwa, nie później jednak niż z upływem 3 lat od jego popełnienia.

Nie zapomnij też o zachowaniu warunków formalnych prywatnego aktu oskarżenia. Zastanów się też zawczasu jakim materiałem dowodowym dysponujesz, w zależności oczywiście od okoliczności w których zostałeś znieważony.

prawo do spokojnego wypoczynkuZnasz ten stan? Piątkowe popołudnie, a Ty niecierpliwie patrzysz na zegarek. Jeszcze dwie godziny i weekend! W końcu odpocznę – myślisz sobie. Przeczytam książkę, obejrzę film, posłucham muzyki albo po prostu poleżę pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Przede wszystkim jednak, nareszcie się wyśpię! Należy mi się po tygodniu ciężkiej pracy. Tymczasem piątkowy wieczór nie zapowiada się spokojnie. Sąsiad obchodzi urodziny. Już od godziny 20:00 za ścianą gra głośna muzyka, słychać krzyki, śmiech, rozmowy. Po godzinie 22:00 idziesz do sąsiada i grzecznie prosisz o ściszenie muzyki. Rzeczywiście przez chwilę jest ciszej. Chwilę, czyli całe 10 minut. Po 2:00 w nocy nie wytrzymujesz i wzywasz policję. Policja przyjeżdża, ucisza towarzystwo, wystawia mandat. Ledwie jednak radiowóz znika za zakrętem, sąsiad znowu włącza głośną muzykę. Teraz to już chyba z czystej złośliwości…

Jeśli sytuacja zdarzyła się raz czy dwa, trudno, jakoś przeżyjesz. Gorzej jeśli sąsiad kontynuuje imprezę w sobotę, w niedzielę, we wtorek, środę i czwartek… i tak miesiącami! A przecież masz prawo do spokojnego wypoczynku, czyż nie?

Hałaśliwe sąsiedztwo a prawo do spokojnego wypoczynku

Z takim problemem borykała się pani Joanna (imię zmienione) z Warszawy. Sąsiednie mieszkanie najpierw wynajmowane było zagranicznym studentom, którzy lubili bawić się głośno do białego rana, a potem okazjonalnie na kilka dni przypadkowym osobom. Jako, że najem mieszkania przynosił spodziewany dochód, właścicielka nic sobie nie robiła z faktu, że jej najemcy skutecznie uprzykrzają życie pozostałym mieszkańcom, w tym pani Joannie. W końcu nie ona tam mieszkała. Jej hałas nie przeszkadzał.

Pani Joanna próbowała interweniować na różne sposoby – pisała pisma do właścicielki sąsiedniego lokalu, o problemie informowała spółdzielnię mieszkaniową, wielokrotnie wzywała policję. Jako że działania pani Joanny nie przyniosły spodziewanego efektu, zdecydowała się ona na złożenie pozwu o ochronę dóbr osobistych. W pozwie wskazała, że doszło do naruszenia jej dóbr osobistych w postaci: prawa do spokojnego mieszkania, odpoczynku, poczucia bezpieczeństwa.

Zadośćuczynienie

Sąd Okręgowy nie miał wątpliwości, że doszło do naruszenia wskazanych w pozwie dóbr osobistych, ale przyznał zadośćuczynienie w kwocie zaledwie 6 tys. zł. Pani Joanna odwołała się od wyroku i Sąd Apelacyjny w Warszawie wysokość zadośćuczynienia podwyższył do kwoty 30 tys. zł. Uznał bowiem, że pani Joanna nie mogła prowadzić normalnego życia.

Jeśli więc Twój sąsiad jest wyjątkowo uciążliwy i nie reaguje na Twoje prośby, możesz korzystać z różnych sposobów, aby zmienił swoje postępowanie. Często wystarczy zawiadomienie policji, która może delikwenta ukarać mandatem, ewentualnie skierować sprawę go sądu, który nałoży stosowną grzywnę. Zastanów się też, czy nie zawiadomić administratora budynku. Może rozmowa z osobą trzecią przemówi sąsiadowi do rozsądku.

Jeśli zaś wszystkie próby zawodzą, pamiętaj, że możesz wystąpić na drogę postępowania cywilnego i złożyć pozew o ochronę dóbr osobistych. To zdaje się najskuteczniejszym sposobem na rozwiązanie Twojego problemu.

Jeśli Twoim problemem nie jest sąsiad, ale ruchliwa droga przebiegająca tuż obok Twojego domu, gdzie hałas przejeżdżających samochodów, drgania przenoszące się na Twój budynek, uniemożliwiają Ci spokojny wypoczynek i normalne korzystanie z mieszkania, również możesz dochodzić swoich praw na drodze powództwa o ochronę dóbr osobistych. Zażądaj choćby ustawienia ekranów akustycznych, zadośćuczynienia. Nie musisz od razu myśleć o sprzedaży swojej nieruchomości.

Podobna sytuacja zachodzi, gdy w Twoim sąsiedztwie wybudowano np. park rozrywki, czy inny obiekt, który generuje uciążliwy hałas.

Stosownego zadośćuczynienia możesz również żądać za tzw. „zmarnowany urlop”. O tym jednak z pewnością napiszę szerzej w odrębnym artykule.