Agnieszka Wernik

adwokat

Jestem adwokatem, członkiem Izby Adwokackiej w Warszawie. Reprezentuję w postępowaniach karnych osoby zniesławione i znieważone. Specjalizuję się również w sprawach z zakresu prawa cywilnego, ze szczególnym uwzględnieniem spraw o ochronę dóbr osobistych, w tym dobrego imienia. Pomagam osobom poszkodowanym uzyskać odszkodowanie i zadośćuczynienie w postępowaniach cywilnych związanych ze szkodą na osobie m.in. z tytułu naruszenia dóbr osobistych, wypadków komunikacyjnych i błędów medycznych.
[Więcej >>>]

Sklep

Literatura faktu, a szczególnie reportaże czy biografie, to jedna z moich ulubionych form spędzania wolnego czasu. Czasu, którego nie mam niestety zbyt wiele. Ostatnio jednak wpadła mi w ręce książka autorstwa Justyny Kopińskiej pod tytułem „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” Nie jest to pozycja z gatunku lekkich i przyjemnych, jednakże nie spodziewałam się, że będzie aż tak wstrząsająca.

Historie dzieci opisanych w książce dają do myślenia, szczególnie jeśli chodzi o dobra osobiste najmłodszych. Godność dziecka, jego zdrowie (w tym zdrowie psychiczne), prawo do szczęśliwego czy spokojnego dzieciństwa to wartości, które należy szanować. Naruszenie tychże dóbr osobistych może spotkać się z surowymi konsekwencjami.

Lektura wspomnianej książki zainspirowała mnie do zainicjowania cyklu dotyczącego dóbr osobistych dziecka, jak też poruszenia innych tematów związanych z dziećmi.

Na początek temat znany w praktyce wielu osobom, szczególnie ojcom, którzy mimo ustalonych kontaktów z dzieckiem, są ich celowo pozbawiani. Konflikt pomiędzy rodzicami, szczególnie w trakcie sprawy rozwodowej (trwającej często latami) lub też po rozwodzie, przekłada się niejednokrotnie na kontakty z dzieckiem.

Praktyka pokazuje, że w znacznej większości przypadków, sądy ustalają, że miejscem zamieszkania dzieci, będzie miejsce zamieszkania matki. Ustalają też kontakty ojca z dziećmi wskazując konkretne dni i godziny w których ojciec ma prawo do osobistej styczności z małoletnimi.

I tu zaczyna się cały problem. Rodzic, który nie mieszka z dziećmi ma często problemy z wyegzekwowaniem kontaktów, również w wyniku manipulowania dzieckiem przez drugiego z rodziców, czy nastawiania dziecka przeciwko rodzicowi uprawnionemu do kontaktów. Uzasadnieniem braku kontaktów jest często twierdzenie, że to dziecko nie chce spotkań z drugim rodzicem. Ustalone sądownie kontakty są więc przez rodzica samowolnie ignorowane.

Należy jednak mieć na względzie, że dziecko jest często niepotrzebnie włączane w konflikty między rodzicami i solidaryzuje się z rodzicem z którym przebywa na co dzień. Nie chcąc robić mu przykrości, odmawia kontaktów.

Jest to szczególnie widoczne w sytuacji, gdy wcześniejsze relacje miedzy rodzicem a dzieckiem były bardzo dobre.

utrudnianie kontaktów z dzieckiemUtrudnianie kontaktów z dzieckiem a naruszenie dóbr osobistych

Mało kto wie, iż więź emocjonalna rodzica z dzieckiem, to dobro osobiste. Naruszeniem tego dobra osobistego będzie np. celowe utrudnianie czy uniemożliwianie kontaktów z dzieckiem.

Uprawnia to poszkodowanego rodzica do dochodzenia zadośćuczynienia, żądania zaniechania zachowań polegających na utrudnianiu kontaktów, przeprosin itp.

Warto jednak wspomnieć, że nie każda więź emocjonalna daje podstawę do żądania zadośćuczynienia. Musi to być więź autentyczna, której zerwanie spowodowało u poszkodowanego rodzica ból, cierpienie, tęsknotę, poczucie krzywdy. Istnienie takiej więzi musi wykazać ten, kto dochodzi roszczenia.

Na to, że więź emocjonalna rodzica z dzieckiem jest dobrem osobistym, zwrócił uwagę Sąd Apelacyjny w Gdańsku w wyroku z dnia 15 lipca 2015 r.  za sygn. I ACa 202/15. Był to wyrok precedensowy i bardzo istotny dla wszystkich poszkodowanych rodziców.

W rozpoznawanej sprawie matka godziła w dobro osobiste ojca w postaci więzi emocjonalnej z córkami. Zaczęło się od tego, że ojciec mógł spotykać się z dziećmi tylko wtedy, gdy matka na to pozwoliła. Potem kobieta zaczęła kontrolować pocztę elektroniczną córek, przysłuchiwała się rozmowom telefonicznym, kontrolowała sms-y wysyłane do ojca. Nie respektowała postanowienia sądu, ustalającego kontakty dzieci z ojcem. Nie udzielała ojcu również informacji na temat córek, nie pozwalała zaopiekować się nimi w chorobie. Następnie zmieniła adresy poczty elektronicznej i numery telefonów córek. Blokowała też telefony przychodzące z zagranicy (ojciec był marynarzem).

Doprowadziła swoim zachowaniem do całkowitego zerwania kontaktu między ojcem a córkami. Ojciec wystąpił do sądu z pozwem o ochronę dóbr osobistych. Żądał zaprzestania uniemożliwiania mu kontaktów z dziećmi oraz zadośćuczynienia.

Sąd uwzględnił powództwo. Zasądził na rzecz ojca kwotę 5 tys. zł. tytułem zadośćuczynienia.

Podsumowanie

Przed wydaniem ww. wyroku, w sprawach o utrudnianie kontaktów z dzieckiem, stosowane były jedynie przepisy dotyczące zagrożenia zapłatą określonej sumy pieniężnej, a następnie nakazanie zapłaty za każdy uniemożliwiony kontakt. I chociaż zagrożenie finansową odpowiedzialnością za brak realizacji kontaktów bywa skuteczne, nie oznacza to, że rodzic, który ucierpiał wskutek utrudniania spotkań z dzieckiem, nie może dochodzić zadośćuczynienia na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych. Równie istotne jest żądanie zakazania dalszego naruszania dóbr osobistych. Należy pamiętać, że żądanie pozwu nie może być ogólne, ale wskazywać dokładnie na zakazaniu jakich zachowań nam zależy.

Niejednokrotnie więc rodzice korzystają z nowo otwartej drogi do dochodzenia swoich praw, kierując do sądu pozew o ochronę dóbr osobistych w postaci więzi emocjonalnej z dzieckiem. Ważne bowiem aby w takich sprawach nie pozostawać biernym. Dzieci szybko rosną, a zerwaną więź często ciężko odbudować. Jeśli są możliwości dochodzenia roszczeń w sprawach o utrudnianie kontaktów, należy z nich korzystać.

Zobacz także:

Im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie

Kto musi udowodnić prawdziwość twierdzeń w procesie o ochronę dóbr osobistych

Sprawy sądowe o mobbing są jednymi z najtrudniejszych pod kątem dowodowym. Pracownik, który decyduje się na skierowanie takiej sprawy do sądu celem uzyskania rekompensaty pieniężnej, musi udowodnić aż osiem przesłanek zawartych w przepisach Kodeksu pracy. Nie jest to proste, tym bardziej, że przesłanki te muszą być spełnione łącznie. Ciężko przedstawić też dowody, chociażby na okoliczność, że mobbing trwał przez 6 miesięcy, a mobber znęcał się nad pracownikiem np. dwa razy w tygodniu. Znalezienie świadków gotowych do zeznawania w sądzie, to wyczyn godny medalu olimpijskiego. Zwykle zastraszony jest bowiem cały zespół.

Zgodnie z art. 94 [3] § 2 Kodeksu pracy – „Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.”

Cały dramat sytuacji polega na tym, że to pracownik musi udowodnić, że doświadczył mobbingu, którego definicja jest jednak dosyć skomplikowana. Na mobbing składa się szereg zachowań, a brak zaistnienia choćby jednej przesłanki, czyni powództwo bezzasadnym.

mobbing

Co zrobić, gdy trudno udowodnić mobbing?

Pytanie więc co zrobić w sytuacji, gdy dane działania pracodawcy w stosunku do pracownika były wprawdzie bezprawne, niezgodne np. z zasadami współżycia społecznego, ale nie stanowiły mobbingu. Nie były bowiem długotrwałe albo nie wywołały zaniżonej oceny przydatności zawodowej?

Odpowiedzi należy szukać w Kodeksie cywilnym. W tej sytuacji można bowiem zastanawiać się, czy nie byłoby zasadnym wystąpienie do sądu z pozwem o ochronę dóbr osobistych pracownika.

Zachowania mobbera to bowiem nic innego jak celowe i długotrwałe naruszanie dóbr osobistych.

Jakie dobra osobiste posiada pracownik? Przede wszystkim godność, którą pracodawca obowiązany jest szanować. Nadto dobre imię, zdrowie, prawo do prywatności, tajemnicy korespondencji itp. itd.

W przypadku więc, gdy pracownik doznał ze strony pracodawcy bezprawnych zachowań, godzących w jego dobra osobiste, może na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego żądać od pracodawcy chociażby przeprosin czy zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Proces o ochronę dóbr osobistych a mobbing

Proces o ochronę dóbr osobistych wydaje się jednak bardziej „przyjazny” i mniej skomplikowany niż wspomniany mobbing.

To co pracownik musi przed sądem udowodnić, to istnienie dobra bądź dóbr osobistych, a także fakt naruszenia lub zagrożenia dobra osobistego. Przepisy wprowadzają domniemanie bezprawności naruszenia. Cały ciężar dowodu na okoliczność, iż naruszenie nie było bezprawne, spoczywa na pozwanym (np. pracodawcy). To pracodawca będzie więc musiał więc udowodnić, że nie działał bezprawnie. Do okoliczności wyłączających bezprawność naruszenia dóbr osobistych zalicza się między innymi działanie w ramach obowiązującego porządku prawnego, włączając w to zasady współżycia społecznego, wykonywanie prawa podmiotowego, zgodę pokrzywdzonego, działanie w obronie uzasadnionego interesu (ochrony wartości nadrzędnych).”  – wskazał  Sądu Najwyższy w wyroku z 7 lutego 2007 r., sygn. I PK 211/06.

Trzeba przyznać, że jest to korzystny dla powoda (pracownika) rozkład ciężaru dowodu. I chociaż pracownik w tym przypadku poszukuje ochrony na gruncie przepisów Kodeksu Cywilnego, a nie jak zwykło się przyjmować, na podstawie przepisów Kodeksu pracy, nie ma to większego znaczenia. Cel jest jeden – uzyskanie rekompensaty pieniężnej za doznane nieprzyjemności. Czy stanie się to na podstawie przepisów Kodeksu pracy, czy na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego, jest dla pracownika sprawą drugorzędną. Ważny jest bowiem efekt, czyli przekonanie sądu, że roszczenia są uzasadnione i uzyskanie wyroku zasądzającego.

Czy podstawa prawna roszczenia ma jakieś znaczenie?

Podstawa prawna będzie zaś niezwykle istotna w postępowaniu dowodowym. W zależności od tego na jakiej podstawie prawnej dochodzimy roszczenia, będziemy musieli udowodnić istnienie takich czy innych okoliczności. W sprawie o mobbing pracownik musi udowodnić istnienie ośmiu przesłanek, które muszą wystąpić łącznie. W postępowaniu o ochronę dóbr osobistych należy udowodnić istnienie dobra osobistego oraz fakt naruszenia tego dobra, czyli opisać i przytoczyć dowody na okoliczność tego, na czym to naruszenie polegało. Jeśli więc pracodawca ubliżał pracownikowi można rozważać naruszenie godności i dobrego imienia. Jeśli celowo kierował go do prac znacznie poniżej kwalifikacji pracownika, można upatrywać naruszenia godności itp.

W przypadku dochodzenia zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych, dodatkowo należy wykazać winę sprawcy, o czym pisałam tutaj.

Należy jednak pamiętać też o tym, że nie wszystkie zachowania można rozpatrywać w kategorii naruszenia dóbr osobistych pracownika. Nie będzie np. naruszeniem godności pracownika skierowanie go do komisariatu (uzasadnione okolicznościami) celem badania trzeźwości. Nie będzie stanowiło naruszenia dóbr osobistych wręczenie wypowiedzenia w obecności innych pracowników.

Podsumowując – pamiętaj, że nawet jeśli nie możesz czy nie chcesz dochodzić swych praw na drodze postępowania o mobbing, możliwe są roszczenia „alternatywne” dzięki którym osiągniesz podobny efekt do zamierzonego.

Przed skierowaniem sprawy do sądu, dobrze jest się zastanowić m.in. nad wyborem podstawy prawnej roszczenia, w zależności oczywiście od konkretnych okoliczności sprawy. Może to bowiem zaważyć na wyniku procesu. Czasami zaś nie warto komplikować.

 

Chcąc uzyskać zadośćuczynienie za naruszenie dóbr osobistych, przede wszystkim trzeba wykazać, że naruszenie było zawinione. Nie musi to być wina umyślna.  Nie musi to być też rażące niedbalstwo. Nawet wina w najlżejszej postaci, może stanowić podstawę do zasądzenia wysokiego zadośćuczynienia czy odpowiedniej sumy na cel społeczny. Dlaczego? Liczy się bowiem stopień naruszenia danego dobra osobistego –  im większe naruszenie, im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie.

„Drobna” pomyłka i dotkliwe naruszenie dóbr osobistych

Do takich wniosków doszedł Sąd Najwyższy (sygn. I CSK 319/07) rozpoznając skargę kasacyjną od wyroku Sądu Apelacyjnego. Krzywda jakiej doznał powód w sprawie była ogromna, mimo że do naruszenia jego dóbr osobistych doszło na skutek pomyłki…

Jak to się stało? W redakcji dziennika „F” pomylono zdjęcia. Fotografii powoda użyto jako ilustracji do artykułu pod tytułem „Skandal – ten zboczeniec jest wolny”. Zdjęcia powoda użyto omyłkowo, faktycznie artykuł miał być zilustrowany zdjęciem innej osoby. Mimo że wizerunek powoda przedstawiono z opaską na oczach, został on z łatwością rozpoznany przez rodzinę, znajomych, kolegów ze środowiska pracy miejscowego i pozamiejscowego.

W artykule znalazły się śródtytuły o wielce sugestywnej treści, typu: „Zboczeńcu, mamy cię”. Pod wizerunkiem powoda umieszczono podpis „Ten zboczeniec jest na wolności”. Artykuł poprzedzony był na stronie tytułowej dziennika zwiastunem pt. „Skandal. Sąd uwolnił pedofila”.

Po publikacji rozdzwoniły się telefony. Powód musiał intensywnie wyjaśniać, że nie jest pedofilem, tłumaczyć się, zapewniać, że to pomyłka. Konsekwencje publikacji dotknęły nie tylko powoda, ale także jego rodzinę, co dodatkowo potęgowało poczucie krzywdy.

Następnego dnia w dzienniku „F” znalazło się niewielkie wyjaśnienie z przeprosinami. Powód zdecydował się jednak na skierowanie do sądu pozwu o ochronę dóbr osobistych przeciwko redaktorowi naczelnemu dziennika „F”. Domagał się przeprosin,  a także wpłacenia 200 tys. złotych na cel społeczny.

Im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie

im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie

Sąd zgodził się z powodem, że niewielkie wyjaśnienie jakie ukazało się w dzienniku dzień po publikacji, nie odwróciło skutków naruszenia dóbr osobistych. Ową pomyłkę przy użyciu fotografii sąd uznał za brak staranności przy wykonywaniu dziennikarskich obowiązków. Zasądził kwotę 100 tys. zł na cel społeczny, a także nakazał umieszczenie przeprosin w odpowiedniej formie.

Pozwany redaktor naczelny dziennika „F” argumentował we wniesionej apelacji m.in., że zadośćuczynienie, czy kwotę na cel społeczny można zasądzić tylko wtedy, gdy naruszenie dóbr osobistych było umyślne lub doszło do niego w wyniku rażącego niedbalstwa.

Mimo to Sąd Apelacyjny oddalił apelację. Również Sąd Najwyższy oddalił wniesioną następnie skargę kasacyjną.

Wskazał przy tym, że nie tylko wina kwalifikowana może być podstawą zasądzenia zadośćuczynienia. Nawet najlżejsza forma winy może skutkować zasądzeniem znacznego zadośćuczynienia, jeśli stopień naruszenia dóbr osobistych był wysoki. Dotyczy to też zasądzenia na żądanie poszkodowanego odpowiedniej sumy na wskazany przez niego cel społeczny. Tak też się stało w niniejszej sprawie – chociaż pomyłka w doborze fotografii w odczuciu sprawcy naruszenia była drobna, miała dalekosiężne skutki dla powoda.

Wskazanie w czasopiśmie osoby pozornie zamaskowanej, a w rzeczywistości rozpoznawalnej, może stygmatyzować ją oraz najbliższe jej osoby i powodować ostracyzm w kręgu społecznym, z którym pokrzywdzony wiąże swoje życie, aktywność społeczną oraz zawodową. Pozwanemu, związanemu z prasą wielkonakładową muszą być znane reguły rządzące opinią społeczną zwłaszcza w kręgach ludzi o małym stopniu krytycyzmu, przyjmujących jako wiarygodne fakty przedstawiane dla wywołania sensacji lub tylko ciekawości. Wynika stąd niebezpieczeństwo utrwalenia się stereotypu postrzegania pokrzywdzonego, jako osoby zamieszanej w ekscesy pedofilskie.”

Im wyższy stopień naruszenia dobra osobistego, im większa krzywda, tym większe zadośćuczynienie, uznał sąd. Zasądzona kwota w wys. 100 tys. zł. choć relatywnie wysoka, była adekwatna do stopnia naruszenia dóbr osobistych powoda. Sąd nie znalazł podstaw do ingerowania w jej wysokość.

Zwrócił nadto uwagę, że proporcje pomiędzy skalą naruszenia dóbr osobistych powoda, wielością naruszonych dóbr, intensywnością, skutkami naruszenia a rekompensatą, zostały wyważone właściwie. Uwzględniając dochody miesięczne pozwanego redaktora naczelnego dziennika „F”, które wówczas wynosiły 65.000 zł., sąd ocenił, że zasądzona kwota  mieści się w rozsądnych granicach.

Co z  tego wynika?

Im większej doznałeś krzywdy w wyniku naruszenia dóbr osobistych, tym większe powinno być zasądzone na Twoją rzecz zadośćuczynienie. Trzeba jednak wykazać w sądzie, że zachowanie sprawcy było m.in. zawinione. Nie musi być to wina umyślna. Nawet wina nieumyślna uprawnia do domagania się wysokiego zadośćuczynienia, w szczególności gdy skutki naruszenia Twoich dóbr osobistych były naprawdę dotkliwe.

Tak jak w opisanej wyżej sprawie, może się zdarzyć, że dojdzie do rażącego naruszenia Twojego dobrego imienia, godności, wizerunku czy prywatności, mimo że sprawcy nie można przypisać celowego działania. Do naruszenia Twoich dóbr osobistych może bowiem dojść w wyniku bałaganu w redakcji, pomyłki, niedomówienia, niestaranności itp.

Nie jesteś przez to na straconej pozycji. Argumenty typu „to tylko pomyłka” nie znajdą tu uzasadnienia. To co ma najistotniejsze znaczenie przy wyliczaniu wielkości zadośćuczynienia, to rozmiar krzywdy, której doznałeś w wyniku naruszenia, choćby to naruszenie w odczuciu sprawcy było drobne.

Pamiętaj, że kierując do sądu pozew o ochronę dóbr osobistych musisz tę winę (choćby nieumyślną) naruszyciela udowodnić, co może nie być proste. Zawsze warto skonsultować się w tym względzie z profesjonalistą.

*****

Zobacz także:

Pozew o zniesławienie

Kto musi udowodnić prawdziwość twierdzeń w procesie o ochronę dóbr osobistych

Ostatnimi czasy da się zauważyć, że sądy coraz odważniej udzielają ochrony prawnej emocjom czy uczuciom, które w odczuciu społecznym są pożądane. Niedawno na przykład zapadł dość kontrowersyjny wyrok, w którym sąd za dobro osobiste uznał szczególną więź z psem. Teraz taką odwagą intelektualną wykazał się Sąd Rejonowy w Tarnowie, który za dobro osobiste uznał prawo do normalnego i godnego przeżywania własnego ślubu i wesela.

Wyrok jest nieprawomocny, jednakże na tyle interesujący, że sprawie warto przyjrzeć się bliżej.

Co się wydarzyło?

zadośćuczynienie za zepsucie ślubu

W dużym skrócie, bo nie ma tu potrzeby całościowego referowania sprawy, rzecz się miała następująco:

Młodzi ludzie, na co dzień mieszkający i pracujący w Irlandii, postanowili wziąć ślub w Polsce. Przygotowania trwały miesiącami. Zawarli m.in. umowę z fotografem, który oprócz zdjęć z samej ceremonii miał również przeprowadzić sesję plenerową (zdjęcia oraz film).

O ile podczas samego ślubu i wesela wszystko poszło jak trzeba, tak sesja plenerowa okazała się wielką porażką. Nowożeńcy nie mogli umówić się z fotografem na konkretny termin, bo ten nie odbierał telefonów. Tak minął lipiec. W końcu fotograf nawiązał kontakt i sesję umówiono na wrzesień. Jednakże i w tej dacie nie doszło do jej realizacji z winy fotografa. Koniec końców sesja odbyła się w listopadzie.

Małżonkowie specjalnie na tę okazję przylecieli z Irlandii. Pogoda tego dnia nie miała jednak wiele wspólnego ze złotą polską jesienią. Było pochmurno, brzydko i zimno. Ponadto padał deszcz. Pozowanie w lekkich strojach ślubnych nie należało do przyjemności. Ekipa fotograficzna nie miała dmuchaw grzewczych. Kiedy zziębnięci młodzi ludzie poprosili o zrealizowanie sesji we wnętrzach, fotograf odmówił. Po sesji panna młoda się rozchorowała. Nadto przez 5 miesięcy znacząco przybrała na wadze, przygotowując się do zajścia w ciążę i pozując, nie prezentowała się już tak dobrze jak w czasie czerwcowego ślubu. Co równie istotne, w czasie sesji wykonawca zlecenia miał nie do końca sprawną rękę, a asystent fotografa był pod wpływem alkoholu…

Po nieudanej sesji małżonkowie chcieli zrezygnować z materiału. Umówili się z fotografem na spotkanie. Kiedy przylecieli na owe spotkanie z Irlandii, okazało się, że fotograf wyjechał na narty… To przelało czarę goryczy, czemu doprawdy trudno się dziwić.

Zadośćuczynienie za zepsucie ślubu i wesela

Sprawa została skierowana do sądu. Małżonkowie domagali się m.in. zadośćuczynienia za naruszenie ich dóbr osobistych tj. prawa do godnego przeżywania własnego ślubu i wesela. Sąd podzielił ich opinię i przyznał 15 tys. zł. zadośćuczynienia.

Wyrok jest precedensowy. Zastanawiające jest też jakie ewentualnie inne zachowania mogą powodować przyznanie zadośćuczynienia za „zepsucie” ślubu czy wesela, co godziłoby w prawo do godnego przeżywania tychże wydarzeń?

Z pewnością musiałyby to być takie zachowania, które nie mieszczą się w normach obyczajowych, które obiektywnie w odczuciu opinii publicznej (a nie samych nowożeńców) powodowałyby duży dyskomfort, niezadowolenie i poczucie zmarnowanych starań o udaną uroczystość.

Mogę sobie wyobrazić, że mogłoby to być np. zepsucie filmu ze ślubu czy wesela np. słabej jakości materiał, brak nagrania istotnych elementów ceremonii. Podobnie sprawa mogłaby wyglądać z zespołem, który nie zna słów piosenek, psuje mu się zużyty sprzęt i cały wieczór gra trzy piosenki na zmianę, mimo próśb o zmianę repertuaru na ten, który był ustalony w umowie.

Z kolei z całą pewnością nie znajdą ochrony prawnej w tym zakresie osoby przewrażliwione, które faktu „zepsucia” wesela upatrują w rzeczach błahych i nie mających istotnego znaczenia dla całości wydarzenia.

Jak odróżnić poważne niedociągnięcie od nieistotnego szczegółu? Zawsze należy kierować się rozumem, ogólną opinią społeczeństwa i doświadczeniem życiowym.

Ciekawa jestem jak będzie wyglądało dalsze orzecznictwo sądowe w sprawach o ochronę tego nowo odkrytego dobra osobistego.

zadośćuczynieniaW najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy” Sławomir Cenckiewicz oskarżył prezesa Światowego Związku Żołnierzy AK, prof. Leszka Żukowskiego o współpracę z SB. Mecenas Roman Giertych w liście do S. Cenckiewicza, opublikowanym na Facebooku, w związku z naruszeniem dóbr osobistych prof. L. Żukowskiego, wezwał S. Cenckiewicza do zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 20 tys. zł, a także złożenia przeprosin w tygodniku „Do Rzeczy”.

Pod postem mec. Giertycha widnieje już ponad 200 komentarzy internautów. Wiele osób dziwi się dlaczego prof. Żukowski domaga się jedynie 20 tys zł. Powinno być 20 tys., ale euro – piszą. Inni wskazują na kwotę 200 tys. zł, jeszcze inni uważają że i 2 mln. byłoby za mało, bo nauczka powinna być bolesna.

Jaką funkcję pełni zadośćuczynienie w procesie o ochronę dóbr osobistych?

Wobec tych komentarzy należy wyjaśnić, że zadośćuczynienie w procesie o ochronę dóbr osobistych co do zasady nie pełni roli karzącej czy represjonującej osobę, która dopuściła się naruszenia. Nie jest więc kwotą „za karę”, czy kwotą będącą odwetem za bezprawne działania. Nie jest też nauczką ani lekcją pokory.

Zadośćuczynienie pełni bowiem przede wszystkim rolę kompensacyjną. Co to oznacza?

Kwota ta ma za zadanie naprawić krzywdę, jakiej doznała osoba, której dobra osobiste zostały naruszone. Rolą zadośćuczynienia jest więc złagodzenie negatywnych skutków doznań, wynikających z faktu naruszenia dóbr osobistych. Mówimy, że zadośćuczynienie ma w możliwie największym stopniu wynagrodzić poszkodowanemu ujemne przeżycia wynikłe z naruszenia, przywrócić go do równowagi psychicznej.

W każdym przypadku to sąd musi ocenić jaka kwota będzie odpowiednia dla prawidłowego wypełniania funkcji kompensacyjnej zadośćuczynienia. Przy ustalaniu wysokości tej kwoty bierze pod uwagę szereg czynników, m.in. rodzaj naruszonego dobra, charakter naruszenia, trwałość skutków naruszenia i stopień ich uciążliwości, czas trwania negatywnych doznań osoby, której dobra zostały naruszone, a także charakter pracy i zajęć wykonywanych przed zdarzeniem, stopień zawinienia sprawcy, ewentualną korzyść jaką naruszyciel uzyskał w związku z naruszeniem itp.

To, czy w ogóle zasądzone zostanie zadośćuczynienie, zależy od uznania sądu. Przepis stanowi, że sąd może takie zadośćuczynienie przyznać. „Może” nie oznacza jednak całkowitej dowolności. Sąd oceniając zasadność roszczenia o zapłatę zadośćuczynienia, a także ustalając jego wysokość,  powinien wziąć pod uwagę wszystkie ustalenia faktyczne sprawy, a także zważać na to, aby zadośćuczynienie nie stało się źródłem nieuzasadnionego wzbogacenia się osoby pokrzywdzonej.

Kwota zadośćuczynienia nie może stanowić zapłaty symbolicznej, lecz musi stanowić odczuwalną wartość ekonomiczną, a jednocześnie nie może być nadmierna w stosunku do doznanej krzywdy. Należy również mieć na uwadze fakt, iż zadośćuczynienie musi mieć charakter całościowy i obejmować wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne zarówno te doznane, jak i te które wystąpią w przyszłości.” – wskazał SA w Łodzi, sygn. I ACa 949/17

Przede wszystkim przeprosiny!

Trzeba też wspomnieć o tym, że to sąd ocenia jakie środki ochrony prawnej będą adekwatne i wystarczające w sytuacji naruszenia dóbr osobistych. Niejednokrotnie sąd uzna, że wystarczające będą przeprosiny, a powództwo o zapłatę zadośćuczynienia oddali. Wskaże przy tym, co oczywiście zależy od okoliczności danej sprawy, że przeprosiny będą wystarczającym środkiem służącym do odwrócenia skutków naruszenia dóbr osobistych, a kwota pieniężna nie jest niezbędna dla zadośćuczynienia krzywdy doznanej przez powoda.

Nie jest to pozbawione sensu. Osobom, które decydują się na skierowanie do sądu pozwu o ochronę dóbr osobistych, nie chodzi przecież o wzbogacenie się. Sytuacji, w której ktoś naruszył ich godność czy dobre imię, nie traktują jako pretekstu do zarobienia pieniędzy. Walczą o swoje dobre imię, bo to wartość w końcu bezcenna. Zadośćuczynienie ma zaś rolę jedynie drugoplanową.

Okoliczności opisywanej na wstępie sprawy wskazują, że tak też rolę zadośćuczynienia postrzega prof. Leszek Żukowski. Pierwszoplanowe znaczenie mają dla Niego przeprosiny, zaś kwota pieniężna (której nie żąda zresztą dla siebie) pełni jedynie rolę symboliczną.

Biorąc natomiast pod uwagę całokształt orzecznictwa, kwota 20 tys. zł. tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dobrego imienia, jest kwotą  niewygórowaną. Należy pamiętać, że do naruszenia doszło w prasie, w związku z czym zasięg publikacji był ogromny. Z pewnością też skutki naruszenia dla prof. Leszka Żukowskiego, weterana AK, człowieka już starszego, który zasługuje przecież na wielki szacunek, były i są bardzo dotkliwe. Osobiście uważam, że kwota dochodzonego zadośćuczynienia mogłaby być większa i oscylować w granicach 50 tys. zł.

Na marginesie trzeba też wspomnieć, że dochodząc zadośćuczynienia należy pamiętać o konieczności poniesienia kosztów sądowych. Gdyby dochodzić 200 tys. zł zadośćuczynienia, trzeba by było uiścił opłatę sądową na poziomie 10.000 zł. (5% z kwoty 200.000 zł). Dla wielu osób może to być istotną przeszkodą dla formułowania tego typu roszczeń. Zawsze jednak pozostaje możliwość złożenia wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych.